Montardo (2833)

Nie ma jak sentymentalna podróż w przeszłość :-). W moją pierwszą wycieczkę po Pirenejach udałem się z Arties do schroniska Restanca i dalej nad Lac de Mar. Poza tym na Montardo byłem dawno, w 2003, i zapragnąłem znowu zobaczyć piękny widok ze szczytu. Spakowałem więc plecak na kilka dni i wyruszyłem.

Na parking w Pónt de Ressèc prowadzi wąska ale asfaltowa droga z Arties (po zjeździe z głównej drogi nie trzeba wjeżdżać do Arties, są tam wąskie uliczki, lecz na wprost, hmm jak zwał tak zwał, górną obwodnicą, hehe.) Ledwo co wyruszyłem zaczęło kropić, grzmieć i błyskać. Przed główną nawałnicą zdążyłem się jednak schować w starym, opuszczonym schronisku w Pontet de Rius. W tym miejscu przebiega szlak GR11. Kierunek na wschód, w górę do schroniska Restanca. Praktycznie aż do tamy na jeziorze Restanca ścieżką po kamykach i kamieniach przez las. Nie planowałem noclegu w schronisku więc ruszyłem dalej, na drugie piętro, nad jezioro Cap de Port. Za schroniskiem odbijamy w lewo, ścieżką pod górę, najpierw zygzakiem a później równolegle do strumyka.

Pół godzinki i jesteśmy na wypłaszczeniu drugiego piętra, nad jeziorkiem. Tutaj jest super miejsce na rozbicie namiotu. Tak też zrobiłem. Pięknie jest w górach o zachodzie słońca!

Rano ruszam dalej. Do końca jeziora po płaskim i podejścia na przełęcz Coret de Oelhacrestada. Kamienie są coraz większe, aż po głazy które pokonujemy z gracją kozicy górskiej. Są kopczyki wskazujące drogę a samą przełęcz widać z nad Estany Cap de Port więc można iść intuicyjnie. Nie więcej niż godzina i jesteśmy za przełęczą na trzecim piętrze. Jest też następne jezioro. Dobre miejsce do rozbicia namiotu lecz teren może być podmokły od topniejącego śniegu lub usłany krowimi plackami (pirenejskie krowy lubią to miejsce).

Zostawiłem plecak i w górę na Montardo. Wypatrujemy kopczyki. Nie ma jakieś jednej ścieżki, nawet jeśli zgubimy kopczyki idzemy mozolnie pod górę na taką niby grań czy przełęcz, w każdym razie trzeba zobaczyć co po drugiej stronie. Z tego miejsca widać cel czyli Montardo. Kawałek po płaskim, mijamy Petit Montardo i rozpoczynamy ostatnie podejście. 15 minut i jesteśmy na szczycie. Piękny widok!

Napasłem oczy i w dół, na przełęcz. Plecak na swoim miejscu. Słoneczko mocno świeciło więc wyłożyłem się na trawce. Nie na długo. Zaczęły zbierać się chmury. Szybka decyzja, poparta pirenejskim doświadczeniem, trzeba się zbierać, będzie burza. Jestem na wysokości 2470, nie ma się gdzie schować czyli szybkim krokiem do schroniska Calvell i Ventosa. 1,20h schodzenia, patrząc w niebo i zastanawiając się, zdążę czy nie zdążę. Troszkę mnie skropiło ale dałem rade.

Ledwo co wymieniłem uprzejmości, Hola!, Hola!, zagrzmiało i zaczął się Armagedon. Zajebista burza przez 3 godziny. W międzyczasie przyszło kilku co nie mieli tyle szczęścia, mokrzy do suchej nitki. W sumie było nas ze dwadzieścioro, głównie Hiszpanie, ze trzech Francuzów. Pogadaliśmy o burzy i oczywiście Pirenejach i miło zleciał czas.

Po 19-stej zebrałem manatki, znalazłem w pobliżu dobre miejsce na rozbicie namiotu i zacząłem planować jutrzejszy dzień.

 

Trasa i mapka:

Pónt de Ressèc (1460) – Restanca (2008) – Cap de Port (2241) – Coret de Oelhacrestada (2470) – Montardo (2833) – Coret de Oelhacrestada (2470) – Ventosa i Calvell (2173)

  • Czas: 6-7h
  • Data: 29-30.06.2009

 

Orientacyjny czasomierz:

  • Pónt de Ressèc (1460) – Pontet de Rius (1647): 40′
  • Pontet de Rius (1647) – Restanca (2008): 55′
  • Restanca (2008) – Estany Cap de Port (2241): 35′
  • Estany Cap de Port (2241) – Coret de Oelhacrestada (2470): 55′
  • Coret de Oelhacrestada (2470) – Montardo (2833): 55′
  • Montardo (2833) – Petit Montardo (2781): 15′
  • Petit Montardo (2781) – Estany Monges (2460): 40′
  • Estany Monges (2460) – Ventosa i Calvell (2173): 1h 20′