Mina – Bonaris

W nocy padało, jak zwykle zresztą. Tego dnia pogoda też nie zapowiadała się najlepiej. I jak się później okazało była najgorsza podczas mojego trekkingu. Za to następne dwa były piękne. Plan na dziś: przedostać się do Francji. Ruszam więc mały odcinek szlakiem GR11 by odbić w kierunku Puerto Palo.

O dziwo jest drogowskaz! Byłem tutaj trzy lata temu. Chciałem dojść nad Ibon Acherito i wtedy nie było tego drogowskazu. Wtedy, polegając na mapie, myślałem że by dojść nad Ibon Acherito trzeba odbić od GR11 nieco wyżej. Wynika więc, że poszedłem w kierunku Taxera (później co prawda odbiłem ale nie odnalazłem jeziorka). Szlak oznaczony GR65.3.3 jest łącznikiem pomiędzy GR11 a HRP i GR10 i jak się później okazało do przełęczy Palo są znaki, biało-czerwone, takie same jak oznaczenia GR11. Znaki są wymalowane na palikach a wyżej na kamieniach więc trudno zmylić drogę. Była to miła niespodzianka. Podejście na przełęcz nie jest trudne. Trzeba najpierw dojść do rozwidlenia szlaku na Ibon Acherito i Puerto Palo. W tym miejscu też jest drogowskaz. Choć wydaje się to niedorzeczne by dojść na przełęcz trzeba praktycznie zawrócić. Ścieżka pnie się w górę w przeciwnym kierunku. Łąką a szlak wskazują paliki z namalowanymi znakami. Zataczamy szeroki łuk by w konsekwencji zmienić kierunek marszu na północny czyli właściwy. Niestety pogoda się psuje. Coraz więcej chmur napływa z Francji. Po hiszpańskiej stronie wygląda to jeszcze jako tako ale obawiałem się, że po francuskiej może być nie wesoło. Chyba akurat jakiś front atmosferyczny się przetaczał, wiało z nad Francji przeciskając chmury przez granicę.

W końcu dochodzi się na wyższe piętro. Jest odcinek w miarę płaski, nieznacznie pod górę. Lekko w dół i rozpoczyna się końcowe podejście na Puerto Palo. Niestety nie widać jak wysoko trzeba się wspiąć, niskie chmury zasłaniają widok. Im wyżej tym mgła gęstnieje, choć nie jest jeszcze tak źle, widoczność około 50 metrów. Gdzieniegdzie leżą płaty śniegu. W końcu jest przełęcz! Nie wiadomo co jest po francuskiej stronie, widoczność 2 metry. Mocno wieje, zimny wiatr, do tego centralnie leży duży płat śniegu. Nie miałem pojęcia którędy się schodzi na francuską stronę, bo chyba nie po tym płacie śniegu, w tym miejscu było dość stromo. Gdy mocno powiało, wyłaniały się na chwilę oznaczenia szlaku, biało-czerwono-białe znaki. Postanowiłem przeczekać, może wiatr rozwieje chmury. Na szczęście było się gdzie schować przez zimnym wiatrem. Po dwóch godzinach nic się nie zmieniło, nadal chmury i nadal wiało. Myślę sobie, może i tak być aż do jutra więc trzeba się zbierać. Nie poszedłem na wprost w dół po śniegu, wydało mi się to zbyt niebezpieczne. Poszedłem kawałek granią na wschód (szlak HRP biegnie w tym miejscu granią dochodząc właśnie do Puerto Palo). Po jakiś 100 metrach zacząłem schodzić, omijajac płat śniegu. Okazało się to dobrym posunięciem, bo po chwili dotarłem do wyraźniej ścieżki. Jak się można było domyślać, dość szybko chmury zostały nade mną i widoczność się zdecydowanie poprawiła. Nie było już żadnego niebezpieczeństwo, że gdzieś pobłądzę. Szlak schodzi dość szybko, w dole widać Cabana Bonaris do której wkrótce docieram.

Cabana robiła wrażenie całkiem przyzwoitej. Jedno pomieszczenie było dostępne, jakaś kuchnia czy coś. Główna część, tak przypuszczam, była zamknięta. Do tego na zewnątrz ławeczki, stół, wodopój, można by rzecz luksus! Nie zamierzałem jednak zostać tutaj na noc więc ruszam dalej w dół. W okolice następnych caban, które jednak przy cabanie Bonairs są jak slamsy. Ale w około jest dogodne miejsce na rozbicie namiotu, do tego ukryte, nie widać do ze szlaku.

Trasa i mapka:

La Mina (1280) – Puerto Palo (1942) – Cabana Bonaris (1600)

  • Czas wejścia:4.5h
  • Data: 25.04.2010