Ibon Ip

Przyleciałem do Girony poprzedniego dnia, dojechałem do Saragossa i koczowałem na dworcu do rana. Pierwszym autobusem dostałem się do Jaca i dalej lokalnym transportem do Canfranc Estacion gdzie rozpocząłem tygodniowy trekking, wiosenny trekking. Byłem pierwszy raz o tej porze w Pirenejach. Jak dotąd zawsze latem. Kiedyś musi być ten pierwszy raz….Trochę się rozejrzałem po Canfranc zanim ruszyłem na szlak. Byłem tutaj z 8 lat temu i tak tylko przez mgłę pamiętałem to miejsce. Najbardziej oczywiście zapada w pamięć dworzec kolejowy, Canfranc Estacion Internacional! Kiedyś rozkwitał świetnością, obecnie zamknięty, otoczony płotem. Rolę dworca pełni obecnie mały budynek. A i pociągów jakoś mniej, dwa połączenia na dzień….Dziś może dziwić wielkość dworca, bo Canfranc to mała wioska przy głównej drodze. Lecz kiedyś kolej to była potęga a tędy właśnie przebiegała linia do Francji.

Jak zwykle nie mogłem odnaleźć początek szlaku nad Ibon Ip! Od razu wiadomo czego się spodziewać. Canfranc leży w głębokiej i wąskiej dolinie, drogę na wschód (jak i zresztą na zachód) czyli w kierunku Ibon Ip, „zagradza” wysoka na 800 góra. I takie właśnie przewyższenie trzeba pokonać na dzień dobry i to w niedużej odległości w poziomie. Czyli od razu jest mocno pod górę. Patrząc z dołu szlak przebiega mniej więcej w okolicach dużej rury biegnącej aż na samą górę. Mniejszymi lub większymi zygzakami pod górę, przez las, około 1,5-2h z dużym plecakiem. Praktycznie cały czas jest miarowo, pod koniec kilka bardziej stromych fragmentów. I to właściwie jest najtrudniejszy odcinek. Dochodzimy na szczyt pierwszej góry, na małe wypłaszczenie, na wysokość około 2050m. Otwiera się widok na Circo Ip.

Dalsza część drogi nad Ibon de Ip jest łatwiejsza, choć do celu jeszcze spory kawałek. Na drogowskazie widnieje napis Ibon Ip 5,5km choć odległość ta wydaje mi się mocno przesadzona. Lekko pod górę, szerokim traktem osiągamy najwyższy punkt trasy około 2200m. Następnie lekko w dół, mijamy jakieś zabudowanie (chyba to nie jest schronisko). Krótki odcinek pod górkę, mijamy darmowe schronisko i jest jeziorko! Z plecakiem trzeba liczyć około trzech godzin od Canfranc Estacion.

Pogoda niestety nie była najlepsza. Chmury częściowo zakrywały wierzchołki szczytów. Do tego im później tym wzmagał się zimny wiatr. Początkowo chciałem rozbić namiot lecz strasznie wiało więc schowałem się do schroniska. Okazało się całkiem przyzwoite. I duże. Na dole duża sala do przygotowywania posiłków, na górze materace i około 30 miejsc do spania. Postanawiam tutaj zanocować. Oprócz mnie nie ma nikogo…..

W nocy okazało się, że nie byłem jednak sam. Mysz, a może kilka myszy, sobie harcowała. Było bardzo zimno, tak przynajmniej mi się zdawało, mój sprzęt wskazywał 5 stopni, w środku oczywiście. Na zewnątrz bardzo mocno wiało i zacinał deszcz ze śniegiem. Ale grunt to mieć dobry śpiwór! Powiem, że jak dobrze się otuliłem to było mi nawet ciepło. Następnego dnia pogoda trochę się poprawiła ale i tak kiepsko to wyglądało. Ruszam w dół do Canfranc. Nie chciałem wracać tą samą trasą. Są kopczyki ale trudno je wypatrzeć. W każdym razie daleko nie zaszedł do nastała mgła. Nie było nic widać na metr. Chcąc nie chcąc przycupnąłem pod skałą i ciekałem. Nie znałem tej trasy więc nie miałem pojęcia gdzie jest szlak. Tym bardziej, że nie był oczywisty. Można było w tej mgle zajść gdzieś na krawędź przepaści. Mgła była długo, ponad godzinę. W końcu zawiało i odsłoniły się widoczki. Odnalazłem szlak, bo wcześniej trochę pobłądziłem. Trasa powrotna była łatwiejsza. Najpierw w dół ale niezbyt stromo, po otwartym terenie, ścieżką, trochę po kamieniach. Aż do schroniska a raczej cabany. I zaczynają się drzewa, najpierw pojedyncze a później piękny las. Niestety zszedłem tak nisko, że chmura była nade mną i im niżej tym bardziej padało. Szkoda, bo widoczki były marne. Las ciągnie się do końca zejścia. Jest drogowskaz, na lewo do Canfranc na prawo do Canfranc Estacion. Wybrałem Canfranc, błędnie myśląc, że będzie to wioska większa od Canfranc Estacion. Błąd! Interesował mnie sklep a tutaj nic z tego. Doszedłem do drogi i schowałem się w budce, bo zaczęło bardzo mocno padać. Tak z godzinę. Planowałem dostać się na Col Somport. Pomiedzy Jaca a Astun kursuje autobus. Nie za bardzo chciało mi się długo czekać więc postanowiłem pójść do Canfranc Estacion. Tym bardziej, że po drodze była stacja benzynowa a chciałem kupić gaz. Gazu nie było. W ogóle, w Jaca był ale kartusz nie pasował do mego palnika. Ostania nadzieja to Canfranc Estacion lub Candanchu. Też nie było. Pomyślałem chwilę, przede mną z pięć dni drogi do następnego sklepu…, cóż kupiłem suchy prowiant. Nie obawiałem się tylu dni bez ciepłej strawy, już to przerabiałem, na pewno dam radę. I tak nie miałem wyjścia. Z Canfranc Estacion dojechałem busem do Candanchu i podszedłem na przełącz Somport. Znalazłem dogodne miejsce na namiot. Jutro ruszam na zachód GR11.

Trasa i mapka:

Canfranc Estacion (1200) – Ibon Ip (2115) – Baranco Ip – Canfranc (1100) – Canfranc Estacion (1200) – (Col Somport (1632))

  • Czas: około 6h tami powrót
  • Data: 21-22.04.2010