Ibon Estanes – La Mina

W nocy padało i trochę wiało. I drugiej strony to dobrze bo rokuje nadzieję na rozwianie chmur i lepszą pogodę następnego dnia. Wygramoliłem się z namiotu i okazało się, że jest pięknie! Słońce wynurzyło się już za góry, chmurek niewiele i niebieskie niebo. Do tego bezwietrznie. Spojrzałem na Ibon Estanes. W fantastyczny sposób otaczające je wysokie, ośnieżone szczyty odbijały się w wodnej tafli.

Ibon Estanes
Ibon Estanes
Ibon Estanes
Ibon Estanes
Ibon Estanes
Ibon Estanes
Ibon Estanes
Ibon Estanes

Oczywiście spotykałem już takie widoki lecz przyznam, że tak wyraźnego odbicia jeszcze nie widziałem. Super to wyglądało! Niestety trzeba było się zwijać, tym bardziej, że zapowiadało na zmianę pogody. Ruszam dalej na zachód. Z mapy wynikało, że można okrążyć jeziorko z obu stron. W praktyce trudno było mi jednak znaleźć szlak, więc trochę się natrudziłem. Przedarłem się między skałkami, mały niebezpieczny trawers po stromym zboczu i byłem na właściwiej drodze.

Po dotarciu na przeciwległy brzeg Ibon Estanes zaczyna się lekkie podejście na wysokość około 1900m, czyli przewyższenie 200m. W tym miejscu zalegał śnieg, mokry, zdążył się już podtopić w dzisiejszym słońcu. Nie było problemu by pokonać ten odcinek.

Dotarłem do najwyższego punktu dzisiejszej wędrówki. W dole pięknie widać Aquas Tuertas i wijący się strumyk. Zejście nie wyglądało na pierwszy rzut oka zbyt łatwo. Zalegał mokry śnieg. Co innego chodzić po śniegu z niewielką zmianą wysokość i gdy wiesz, że pod śniegiem jest raczej łąka a co innego ostro w dół między skałkami. Ostrożnie więc ruszam w dół. Dość spory odcinek był po polu śnieżnym, trochę nogi się zapadały w miękkim śniegu lecz na szczęście obyło się bez żadnych niespodzianek. O dziwo spotykam trzech ludzi idących w górę. W sumie niedziela i póki co pogoda okej.

Szlak biegnie dalej w dół aż do Puerto Escale (1600). W tym miejscu zbiegają się ścieżki. Można pójść na wschód i przez przełęcz Puerto Gabedaille dojść do szlaku HRP, można pójść na zachód i przedostać się na drugą stronę Sierra De Secus przez Achar de los Hombres, lub wędrować na północ, dalej szlakiem GR11.

Idę dalej szlakiem GR11. Trzeba pokonać rozległy płaski teren zwany Aguas Tuertas. Mimo, że jest płasko nie za specjalnie teren nadaje się na rozbicie namiotu, jest bardzo podmokły. By dość do schroniska Acher de Aqua Tuerta trzeba się przedostać na drugi brzeg strumyka. Latem pewnie nie ma problemu ale teraz wiosną gdy topnieje śnieg w wyższych partiach gór jest to mały problem. Woda jest wartka i głęboka po kolana. Dałem radę, tracą trochę czasu na znalezieniu dogodnego przejścia. Spotykam tutaj trochę ludzi, niedzielni turyści. I tak w miarę po płaskim, w końcówce nieznacznie w górę i jestem na przełęczy.

Schronisko a właściwie cabana Acher de Aguas Tuerta połozone jest na takiej przełęczy czy porcie raczej, bo z jednej strony jest płaski teren a z drugiej dolina. Cabana jak cabana, schować się można ale nocować….Pogoda niestety już bardzo się zepsuła, zaczyna nawet kropić. Ruszam więc w dół do La Mina, przez Guarrinza.

No i zaczęło padać. Nie kupujcie Poncho. Miałem już z tym do czynienia ale tego dnia moja cierpliwość prawie się skończyła. Jeśli wieje nie jak w szybki sposób tego założyć mając duży plecak. Powiewa na wszystkie strony a do tego w pojedynkę naprawdę jest trudno to założyć. A jak już się założy to podczas podmuchu ucieka, niby są jakieś rzepy ale w takich dziwnych miejscach, w ogóle nieprzydatnych. Byłem już dość mokry zanim udało mi się dojść z tym do ładu. Dochodzę do wniosku, że najlepsze na deszcz jest osobna kurteczka przeciwdeszczowa i osobny pokrowiec na plecak. Albo parasol. Miejsce na nocleg czyli rozbicie namiotu znałem sobie opodal rzeczki, bardzo fajne, niedaleko schroniska La Mina, oczywiście zamkniętego na cztery spusty.

 

Trasa i mapka:

Ibon Estanes (1777) – GR11 – Puerto Escale (1600) – Aguas Tuertas – Acher de Agua Tuerta (1615) – La Mina (1280)

  • Czas wejścia:5h
  • Data: 24.04.2010