Crette de Lhasse (2439)

Wyruszam z Merens na zachód szlakiem GR10. Szlak zaczyna się za kamiennym mostem.

Merens

Choć wydawało się to wręcz niemożliwe, na samym początku zmyliłem drogę. Szedłem przez wioskę wypatrując znaków. Nie było. Ale ścieżka była jedna. Przede mną szły dwa małe pieski, co jakiś czas spoglądały na mnie, jakby patrząc czy idę za nimi. Straciłem czujność i podążyłem ich śladem. Przeszedłem przez jakieś gospodarstwo i dalej ścieżką raczej na północ niż na zachód. Jednak „coś” mi tu nie grało. Za długo idę na północ, dawno powinienem odbić w dolinę a nie podążać szerokim szutrowym traktem (jak się później okazało mogłem pójść dalej, doszedłbym do szlaku GR10, ba – mogłem nawet podjechać samochodem tą szutrową drogą aż po wodospad Cascada Escallers, gdzie jest parking). Zawracam więc, prawie do punktu startu. Oczywiście znak wskazujący szlak GR10 był na drzewie, ukryty za gałęziami ;). Tak mniej więcej godzina w plecy. Nic to, ruszam żwawo, zadowolony, że w końcu jestem na właściwej ścieżce.
Po wyjściu z wioski ścieżka wiedzie lasem, szeroki trakt. Dochodzimy do miejsca gdzie trzeba przejść na drugą stronę strumyka, przez mostek. Dalej przez las w górę. Po wyjściu z lasu jest wypłaszczenie. Spotykam tutaj Francuzkę, pyta którędy do Merens? Chyba ją trochę zaskoczyła moja osoba. W pobliżu był drogowskaz wskazujący inny kierunek do Merens, nie tej z którego przyszedłem. Idę dalej, las się kończy. Dochodzę do czegoś na podobieństwo małego rozlewiska, czy stawu. W pobliżu znajduje się cabana Mourguillou.

Ścieżka rozwidla się. Idąc prosto można dojść do pobliskiego stawu Estang Comte. A pewnie i dalej przez przełęcz Collada Junclar do Val de Incles w Andorra. Ja odbijam w prawo, zgodnie ze szlakiem GR10. Zaczyna się dość strome podejście ścieżką wydeptaną na łące. Nie ma technicznych trudności lecz można się z lekka zasapać, ha. W dole widać rozlewisko L’Estagnol i staw Estang Comte.

Estang Comte (z prawej)

Teren lekko się wypłaszcza. I znowu w górę, już z mniejszym nachyleniem, wyraźną ścieżką. W pewnym momencie idziemy prosto na zachód i wydaje się, że wyjścia z tej doliny nie ma. A tu niespodzianka, nagły zwrot o 120 stopni i ostro w górę. Nie jest to takie oczywiste, tym bardziej na wprost też chyba da się iść, wchodząc na jakiś pobliski szczyt. Ale czy dalej to nie wiem. Od ostrego skrętu jest blisko na grań Crette de Lhasse. Gdy wdrapiemy się na grań, ostry zwrot o prawie 180 stopni, i po chwili dochodzimy do drogowskazu oznajmiającego, że jestem na wysokości 2439m. Pierwotny plan zakładał, że pójdę dalej, może nawet wejdę na szczyt Pic Rulhe. Byłem jednak już męczony. To nie był mój dzień. Na Pic Rulhe była jeszcze daleko doga, najpierw sporo w dół, a dopiero później wspinaczka na wierzchołek. I trzeba było jeszcze wrócić. Gdyby to był klasyczny trekking pewnie poszedłbym dalej szlakiem GR10, do schroniska Rulhe. Ale dziś zadowoliłem się widokami z Crette de Lhasse.

Widok z Crette de Lhasse na zachód
Widok z Crette de Lhasse na zachód

Nacieszyłem się widokiem i wracam. Niestety tą samą trasą. Do miejsca gdzie idąc w górę spotkałem Francuzkę. W tym miejsce rzeczywiście jest rozwidlenie, więc postanawiam sprawdzić czy dojdę do Merens drugą ścieżką. Bez problemu. Najpierw schodzi się do wodospadu Cascada Escallers, gdzie też jest parking. Następnie szutrowym traktem a później przez las i jestem w miejscu gdzie przekraczałem mostkiem potok. Dalej w dół do Merens.

 

Trasa i mapka:

Merens (1040) – L’Estagnol (Mourguillou 1680) – Crette de Lhasse (2439) – Merens (1040)

  • Czas: 9h
  • Data: 3.07.2012