Bonaris – Pont Lamary

W nocy deszcz. Mało tego, obudziłem się w deszczowej chmurze, wyjrzałem tylko z namiotu i od razu cofnąłem głowę. Pada…., nic nie widać na metr….Cóż miałem zrobić, chcą nie chcą zapowiadało się leżenie i czekanie na koniec deszczu. Nie miałem zamiaru zwijać namiotu w deszczu. Przestało padać koło południa. Najwyższa pora, pomyślałem. Opuściłem namiot. Było całkiem fajnie, w dole było już prawie niebieskie niebo i świeciło słoneczko. Do mnie dotarło pół godziny później. Podsuszyłem namiot i w drogę. Kończyło mi się jedzenie więc zamierzałem dojść do Lescun i coś zakupić na następne 2 dni. Całkiem inaczej prezentowało się miejsce mojego noclegu gdy zaświeciło słoneczko i rozeszły się chmury.

Im niżej tym piękniejsza pogoda! Doszedłem na równy teren, strumyk płynie, ławeczka, stolik, zero ludzi i słońce. Super. Wyciągnąłem namiot by się wysuszył do końca a sam wygrzewałem się w słońcu. Było jak latem. Nareszcie. I dla takich chwil warto jechać w góry.

Idę dalej. Zaraz jest jakaś bariera, pewnie do tego miejsca można dojechać. Choć tak za specjalnie niw widać jakiegoś parkingu. Szutrowy odcinek i asfalt, znak że już dotarłem do cywilizacji i jestem w miarę nisko. Idę sobie spokojnie, zadowolony a tutaj z za zakrętu wyłaniają się piękne górki! No myślę sobie, to jestem w domu, hehe.

Jest naprawdę pięknie! Do tego cisza i spokój. Na łąkach kwitną kwiaty, widać porozrzucane domki i wysoki góry, które robią wrażenie. W ogóle poczułem się idąc tak tą wąską asfaltową drogą jak na spokojnej wsi. Z czasem w oddali wyłania się Ansabere.

Dochodzę do szlaku GR11 i dalej podążam nim aż do skrzyżowania. Do Ansabere trzeba odbić w lewo do Lescun na wprost. Niestety do wioski jest jeszcz półtora kilometra i to najpierw w dół a później w górę. Musiałbym pokonać tą trasę w obie strony. A jak w Lescun nie ma sklepu z jedzonkiem? Nie mogłem sobie przypomnieć. A jeśli nawet był to teraz przed sezonem pewnie i tak byłby zamknięty. Żywego ducha nie było w pobliżu. Zastanawiam się przez chwilę. Zapasy żywności mam skromne, właściwie to zostały mi rodzynki w czekoladzie i chałwa. No ale na jeden dzień starczy, teraz nie za bardzo po drodze mi to Lescun….Odbijam na Ansabere (jest drogowskaz). Bardzo długo się idzie asfaltem. Najlepsze widoki na Circo Lescun są z oddali, im bliżej tym się zawęża a do tego słońce jest już nisko i do tego szczyty Ansabere są dokładnie na zachód. By zrobić dobre zdjęcia trzeba tutaj być przed południem. W końcu asfalt się kończy. Dochodzę do Pont Lamareich (960). Jest tutaj parking. Dalej jest szutrowa droga, samochodem z wysokim zawieszeniem da się przejechać. Lekko pod górę i jest Pont Lamary (1171). Ostatnie miejsce gdzie od biedy można się dostać autem. Dalej już się nie da. I dobrze. Trochę już byłem zmęczony więc podszedłem jeszcze z 10 minut na dużą łąkę i znalazłem dogodne miejsce do rozbicia namiotu, teren jest lekko pagórkowaty, więc nie było mnie widać ze szlaku.

 

Trasa i mapka:

Cabana Bonaris (1600) – skrzyżowanie (800) – Pont Lamareich (960) – Pont Lamary (1171)

  • Czas wejścia:4h
  • Data: 26.04.2010