Boet – Soulcem


Wyruszam do Francji. Szlakiem HRP. Najpierw Port Boet. Podejście jest dość długie. Nie ma żadnych trudności technicznych. Powolutku w górę. Ładnie widać w dole Pla Baiau i grań z Pic Ascorbes czy graniczną grań z Andorą. Pogoda taka sobie. Na przełęczy okazuje się, że po francuskiej stronie mgły. Jestem nad chmurami. Ale będę musiał tam zejść.

Widok z przełęczy Boet na francuską stronę

Widok z przełęczy Boet na francuską stronę

No nic, może do tego czasu chmury się podniosą albo gdzieś znikną. Schodzę. Ku mojemu zaskoczeniu niedaleko przełęczy jest dość spora kamienna cabana. Ale chyba prywatna, bo pozamykane na cztery spusty. Mgły nie ustępują. Na zmianę się przejaśnia żeby po chwili szczyty zniknęły. Ładnie się prezentuję graniczna grań francusko – andorska.

Panorama 360:

Idę dalej. Najpierw nad staw Soucarrane. Niestety słabo widać. Mgła.

Ścieżka jest jednak wyraźna. I oznakowana. Biało-czerwone lub żółte znaki. Schodzę nad następny staw Estang Roumazet. Mimo, że z mapy wynika że szlak przebiega tuż obok stawu, nie widziałem go. Chyba go nie minąłem, szedłem zgodnie ze znakami.  Mógł być tuż obok, za mgłą. (Patrząc teraz na ślad GPS widzę, że poszedłem jednak inaczej. Zacząłem od razu schodzić w dolinkę Soulcem. Dlatego było żółte znaki a nie biało-czerwone. By dojść nad staw Roumazet trzeba było obejść staw bardziej na północ. Ja byłem na zachodnim czubku. W tej mgle nie bło nic widać)Robi się coraz wilgotniej. Kropi. Schodzę niżej. Oj stromo. Ślisko i nieprzyjemnie. Do tego nic nie widać. Zacząłem się już zastanawiać gdzie by tu rozbić namiot. Gdyby tylko nie padało. Bo tak to wszystko będę miał mokre zanim rozbiję sprzęt. Po długim i upierdliwym zejściu zrobiło się płasko. Wiedziałem, że gdzie blisko jest szeroki trakt biegnący z nad stawu Soulcem. Nie było jednak nic widać. Słychać tylko szum potoku. Zostało mi tylko wypatrywać znaków i podążać za nimi. W końcu dotarłem do mostku i szutrowego szlaku. Normalnie to pewnie gdzieś tutaj zostałbym na noc. Ale byłem już prawie cały mokry. Do tego wszystko w okolicy było mokre. Mgła nie ustępowała. Zaczęło mocnej padać. Pomyślałem więc, że zejdę aż do stawy Soulcem. Jest tam parking i jakieś zabudowania. Będzie można się schować i przebrać. A potem się zobaczy. Ledwo co ruszyłem rozpętała się burza i masakryczna ulewa. Wszystko już miałem mokre. Wszystko oczywiście mogłem przebrać oprócz…. butów. Niedobrze…. Szedłem więc w dół w tej ulewie mając nadzieję, że wkrótce przestanie padać. Przestało. Tuż przed dotarciem na parking nad stawem Soulcem. Na szczęście była wiata. Z ubikacjami. Wystarczająca by się przebrać w tej wilgoci. Gorzej z butami…. Generalnie fajne miejsce. Obawiałem się, że nie będzie płaskiego. Jest dużo. Można spokojnie rozbić namiot. Rozbiłem na parkingu. Spoko. Nie tylko ja tak zrobiłem. Dalej mgła. I zimno. Wieje. Ciekawe jak jutro….

12.07.2016