Ansabere

W nocy tym razem nie padało! Wypełzłem z namiotu i …..niebieskie niebo. Super! Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to nie lato, że taka pogoda pewnie długo się nie utrzyma, więc ruszam żwawo. Krótkie podejście i wychodzę, na dużą płaską łąkę. Super widoczek się otwiera

W tym miejscu jest nawet drogowskaz do Cabana Ansabre. Wchodzi się w las i odcinek pod górę, dużym zygzakiem. Po wyjściu z lasu jest w miarę płasko i pięknie! Wspaniale widać szczyty Ansabere.

Oczywiście od razu zapragnąłem wejść na któryś. Nie jest to aż takie trudne. Trzeba wdrapać się na przełęcz Col Petrechema (2082) i zaatakować szczyt od południowej strony. Latem pewnie nie ma problemów. To był wstępny plan na dziś. Cabana Ansabere całkiem przyzwoita i otwarta. Zostawiam tam sprzęt i z małym plecaczkiem ruszam w górę.

Szlak pnie się w górę. Do pokonania jest przewyższenie około 450m. Pomimo tego, że jest dopiero koniec kwietnia śniegu nie ma. Aż do około 1950m. Zmienia się też nawierzchnia na piargi. Płaty śniegu niestety są duże a dojście na przełęcz niezbyt szerokie. Do tego trzeba zrobić trawers po stromym zboczu. Nie da się ominąć śniegu. Wyżej też jest śnieg, do tego pod spodem pewnie kamienie i skałki. Gdyby śnieg był twardy pewnie bym poszedł dalej ale niestety był bardzo mokry, niestabilny. Najgorszy rodzaj. Rozważałem przez jakiś czas czy iść wyżej czy odpuścić. Trochę było niebezpiecznie. W końcu odpuszczam, kiedyś tutaj sobie jeszcze przyjadę i wejdę na Ansabere…..

Ale nie zrezygnowałem by zobaczyć co jest po hiszpańskiej stronie. Trawersuje do przełęczy Puerto Acherito. Byłem wysoko i nie uśmiechało mi się tracić wysokość i ponownie się wspinać więc były małe problemy. Dałem radę. Sama przełęcz trochę mnie zaskoczyła, spodziewałem się czegoś innego, spodziewałem się, że od rozległy widok. A tutaj nic. Trzeba było przejść ze 100 metrów wśród skałek. Niestety widok był wąski, wysokie ściany zasłaniały. No nic to myślę sobie. Następny cel jeziorko Lac Ansabere. I znowu nie chciałem schodzić zbytnio więc trawers. Dobrze szło do czasu, gdzie już było zbyt stromo i niebezpiecznie. Do tego nie miałem mapy i wydawało mi się, że Lac Ansabere jest niżej i w innym miejscu. Zszedłem więc do ścieżki widocznej z góry.

Lac Ansabere jest malutki, pewnie w lecie wysycha. Jednak z tego miejsca jest piękny widok! Obowiązkowe miejsce. Niestety mocno wiało i chmury przesłaniały widok.

Postanowiłem wejść jeszcze wyżej. Co ciekawe a może i trochę śmieszne byłem pewien, że idę na przełęcz Acherito. Dopiero później gdy wróciłem do Cabana Ansabere i popatrzyłem na mapę odkryłem, że jednak wspomniana przełęcz była wcześniej. W każdym razie wszedłem na grań. I oto mi w sumie chodziło by zobaczyć rozległy widok na hiszpańską stronę.

Można przy okazji zaliczyć jakiś szczyt na grani bo ma ona charakter bieszczadzki. Nie zrobiłem tego bo strasznie wiało a ja nie zabrałem mojej kwarkowej bluzy. Błąd, zawsze trzeba zabierać coś cieplejszego nawet jeśli wydaje się, że jest bardzo gorąco. Wróciłem sobie do Cabana Ansabere, zabrałem plecak i w dół. Nocleg dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj.

Następnego dnia już nie wchodziłem nigdzie, cel był jeden dostać się Canfranc i załapać połączenie do Saragossa. Znaną drogą dochodzę do skrzyżowania, gdzie droga odbija do Lescun. Jest jeszcze jakaś inna ognoga w tym miejscu, prowadząca do drogi Oloron-Somport, nie byłem pewien która jest krótsza więc poszedłem w stronę Lescun. Z górki a następnie pod górę. Do „centrum” Lescun nie dotarłem bo trzeba było odbić jeszcze w górę. Podejrzewam, że z Lescun jest super widok na Circo Lescun, lecz tego dnia chmury były bardzo nisko i nie było w ogóle nic widać w oddali, żadnych szczytów. Zszedłem więc asfaltem, serpentynką, około 5,5 km. W tym miejscu zatrzymuje się autobus linii Oloron – Canfranc Estacion. Mimo niskich chmur pogoda była upalna. Dwie godziny czekania i byłem w autobusie. Piękne widoczki! Naprawdę bardzo fajnie jest po francuskiej stronie. Autobus nie jedzie przez tunel lecz wspina się n przełęcz Somport, mijając m.im parking Sansent z którego jest super widok na Pic Apse. W Canfranc Estacion wsiadłem w pociąg (dwa na dzień) który zawiózł mnie do Saragossa. Może kiedyś napiszę o tej linii kolejowej i świetności Canfranc, po którym zostało chyba już tylko wspomnienie…..

 

Trasa i mapka:

Pont Lamary (1171) – Cabana Ansabere (1600) – Col Petrechema (prawie :-)) – Col Acheriro (1904) – Ibon Ansabere (1860)- grań (2020) – Cabana Ansabere – Pont Lamary (1171) – Lescun – Canfranc Estacion

  • Czas: około 7h do Lescun
  • Data: 27-28.04.2010